Własna firma: Od dorabiania do biznesu

biznesplanOpanuj sztukę dorabiania: nawet 120 zł za godzinę!  Joanna Sabak

Wiele osób zaczyna swoja przygodę z samodzielnym zarabianiem pieniędzy nie od założenia DG, ale od wypracowania sobie dodatkowego dochodu, tworzonego po pracy na etacie. To bardzo dobry pomysł na to, by się uczyć umiejętności potrzebnych do prowadzenia własnej firmy i do poznania preferencji klientów i możliwości rynku. Przeczytaj artykuł Joanny Sabak.

(…) To, co już umiem

Coraz częściej możliwości dodatkowego zarabiania pojawiają się w naszym wyuczonym zawodzie, a nawet w obrębie firmy gdzie normalnie pracujemy. W ramach jednego stanowiska wypełniamy często szereg obowiązków, które samodzielnie wyceniane na rynku pracy są sporo warte. Pracodawcy częściej wolą zlecić drobne, dodatkowe prace własnym pracownikom, niż zatrudniać dodatkową osobę – redaktor dorabia korektą firmowych publikacji, a marketingowiec poprawia niedociągnięcia w cudzych projektach.

Trzeba jednak uważać, bo inspektor pracy może uznać, że dodatkowe zlecenie służy ominięciu nadgodzin. Bezpieczni jesteśmy tylko wówczas, gdy zlecenie nie obejmuje obowiązków, które wynikają z naszej umowy o pracę.

Druga opcja to prywatne konsultacje – np. specjalista od BHP, oprócz kontrolowania zakładów pracy, korzysta na wymaganych przez prawo kursach BHP dla pracowników (jedno spotkanie kosztuje od 300 zł w górę, w zależności od liczby uczestników).

Duże możliwości mają różnego rodzaju fachowcy. – Masaż na szczęście znów jest modny – cieszy się Bogdan, służbowo fizykoterapeuta, prywatnie specjalista od Ma-uri, techniki masażu wywodzącej się z Polinezji. – Ludzie są bardziej spięci niż kiedyś, więc bywa, że masuję służbowo uszkodzone kolano, a wieczorem ten sam pacjent ląduje na stole, żeby się zrelaksować, już prywatnie. – Po cichu reklamuje się w pracy, bo w czasie rehabilitacji często rozmawia się z pacjentem, żeby go trochę odprężyć. – Mam bardzo charakterystyczny tatuaż – polinezyjską maskę. Ludzie pytają się, co oznacza, zaczyna się rozmowa o Ma-uri i jakoś idzie – opowiada. Masaż kosztuje od 100 do 180 zł, z dojazdem do klienta. Ten dojazd zjada mu dużo pieniędzy, dlatego Bogdan planuje otworzyć działalność gospodarczą i własny gabinet. W jednym miejscu mógłby wymasować kontrakt z NFZ i zaoferować polinezyjski relaks.

To, czego nie potrafią inni

Korepetycje to nie tylko studencka metoda na dodatkowy zarobek. Nauczyciele a nawet profesorowie akademiccy często oferują swoją wiedzę za gotówkę. Ceny wahają się od 45 do 120 zł za godzinę, najczęściej w zależności od tytułu naukowego nauczyciela. Ale nie tylko szkolna wiedza jest w cenie.

Warsztaty decoupage, filcowania, wyrobu biżuterii, ceramiki, produkcji kosmetyków naturalnych, itp. – takich ofert można znaleźć pełno w ośrodkach kultury, kawiarniach, w internecie. Czy to się opłaca? – Za jeden warsztat biorę od 50 do 120 zł od osoby, zależy jakie materiały muszę na niego przygotować – wylicza Marta, która uczy wyrabiania bibelotów z filcu i biżuterii. Grupy mają maksymalnie 6-8 osób, a wydatek na produkty to ok. 150 zł plus wynajem sali. – Nie mogłabym się z tego utrzymywać, ale kilkaset złotych na wakacje czy jakiś ważniejszy zakup wpada – przyznaje. Pracuje na co dzień w recepcji małego biura. Za firmowym biurkiem w wolnej chwili dzierga koronki i sprzedaje na zagranicznych portalach, bo tam ceny są trzy, czterokrotnie wyższe niż w Polsce. Rękodzieło się sprzedaje, ale konkurencja jest bardzo duża.

Pomysł edukowania innych przyszedł do głowy także Renacie, z tym, że postanowiła dokształcać innych w ramach własnego zawodu. Na co dzień pracuje w korporacji, pilnując, żeby firma spełniała wszystkie wymogi prawne w zakresie ochrony środowiska. Wymaga to śledzenia przepisów, procedur, rozmawiania z urzędami, kontroli zakładów i… tworzenia programów edukacji ekologicznej w firmie. W tym ostatnim Renata czuła się najlepiej. – Zobaczyłam też, że ludzie reagują bardzo pozytywnie, jeśli tylko da się im możliwość zrozumienia tematu, polemiki, a przy okazji dobrej zabawy – opowiada. Ekologiczna firma to nie tylko trend biznesowy, ale i oszczędności, poprawa jakości pracy, korzystny wizerunek. Przedsięwzięcie Renaty, firma BeeGreen, która powstała z pomocą unijnych dotacji, proponuje ekologiczne eventy, szkolenia i warsztaty dla pracowników. Na organizacji imprezy można zarobić przynajmniej 2 tys. złotych (oczywiście trzeba odliczyć koszty własne oraz inwestycje). Wszystko to udaje się jakoś pogodzić z biurowym etatem. – Mój dzień pracy nie kończy się niestety na 8 godzinach. Poświęcam dla Bee Green także sporą część weekendów, na szczęście nie wszystkie. Zdaję sobie sprawę, że to duże obciążenie i że prawdopodobnie kiedyś będę musiała dokonać wyboru – mówi Renata.

Kasa w Internecie

W internecie też można dorobić. Nie chodzi jednak o podejrzane ogłoszenia typu „zarabiaj na blogu”. Dodatkowe pieniądze zainkasować można choćby za moderowanie i opiekę wydarzeń w sieci. Wpisy na forum, artykuły na zlecenie, statusy na profilu – ktoś musi dbać o to, by były publikowane regularnie. – Najczęściej takie fuchy pojawiają się nagle, znajomemu przypomni się, że zna znajomego… – mówi Marta, która obsługuje stronę konkursu internetowego na Facebooku. – Mój pracodawca dostał setki aplikacji, przejrzał trochę i stracił humor, więc wziął kogoś polecanego przez znajomą.

Dorywcze prowadzenie profilu firmowego zabiera w sumie do kilku godzin dziennie, krócej, jeśli posty przygotowane są wcześniej i zadanie polega na ich terminowym umieszczaniu. Kilka razy dziennie wpada się wtedy na profil, żeby skontrolować sytuację i odpisać gorliwym fanom. Można to robić nawet siedząc u dentysty – np. z komórki. Jeśli jednak chcemy się tym zająć zawodowo, trzeba zainwestować więcej czasu i uwagi.

Zlecenia „wpadają” najczęściej od ludzi, którzy wcześniej zetknęli się z moimi tekstami, lub innego typu działaniami i wiedzą, że znam dobrze rynek książki, lub określony typ publikacji, np. komiksy dla dziewcząt – opowiada Magda, która zarządza kilkoma profilami i stronami. – Zdarza się czasem, że zaprzyjaźnione firmy przekazują sobie informację: jest osoba, która potrafi napisać zgrabny tekst, poprowadzić blog, opracować treść dotyczącą książki lub wydarzenia, czy przygotować fajny wywiad promocyjny. Taka praca, konsekwentnie prowadzona, to czasem temat na lata.

– Mam umowę o współpracy i ryczałt z dużą firmą, z kolejną korporacją – stałą współpracę, praktycznie co miesiąc dostaję zlecenia. Oprócz tego niemal co miesiąc pojawia się co najmniej jedno z jakiegoś wydawnictwa – wylicza Magda, na co dzień dziennikarka i redaktorka portalu. Zarobki z pracy dodatkowej są różne – od 2,5 tys. miesięcznie nawet do kilku tysięcy w dobrym okresie. Wymaga to jednak ciągłego zaglądania na strony i pełnej gotowości do działania – Prowadzenie profilu na FB czy moderowanie forum dla dzieci wymaga codziennej obecności przy komputerze. Aż boję się przeliczać ile to godzin dziennie – śmieje się Magda. Do startu w tej branży wystarczy umiejętność sprawnego poruszania się w Internecie, lekkie pióro, może trochę grafiki. Jeśli jednak chcemy do tego podejść profesjonalnie, trzeba umiejętności rozbudować o obsługę cms (systemu zarządzania treścią), tworzenie bannerów, czy obsługę baz danych.

Dochodowe hobby

– Makijaż od bardzo dawna był moją pasją. W którymś momencie zaczęłam oglądać samouczki na Youtube, kupiłam książki, poszłam na szkolenia i ćwiczyłam, ćwiczyłam, ćwiczyłam – wylicza Agnieszka, która jednocześnie pracuje jako koordynator programowy w fundacji. Poprzez znajomych z kursów, kolejne zlecenia i stronę internetową wyrobiła sobie kontakty i druga praca powoli zaczyna ścigać się z pierwszą. – Zarobki z makijażu mam coraz bardziej zadowalające, bardziej regularne. Opłacałoby się dużo bardziej, gdybym miała czas na wszystkie zlecenia – śmieje się. –  Pracuję przy sesjach zdjęciowych, filmach, maluję panny młode i osoby, które idą na jakąś wyjątkową imprezę. Prowadzę też indywidualne lekcje makijażu – wylicza. Imponujące jak na biznes, który zaczął się od długiego siedzenia przed lustrem.

Równie intratnym biznesem jest  fotografia. – Robiłem zdjęcia kawy, herbaty, jakichś dziwnych przedmiotów, które moja dziewczyna wyszukiwała na bazarach staroci – mówi Jarek, ratownik medyczny. – Niektóre okazały się całkiem ciekawe. Znajomy zaproponował mi, żebym je oprawił powiesił u niego w kwiaciarni. Ludzie kupują to na prezent, albo do domu. – Dochody nie są imponujące, ale dodatkowo Jarek te same zdjęcia wysłał do paru agencji z fotografiami reklamowymi. Ostro go skrytykowali i na 10 fotek przyjęli dwie, ale potencjał jest. – Gdybym miał na stocku tysiąc zdjęć, które ludzie na całym świecie ściągają do publikacji, z tantiem mógłbym mieć nawet kilkaset złotych miesięcznie – marzy. Konkurencja jest oczywiście duża, ale za to koszt zrobienia zdjęcia – niewielki: kilka przedmiotów, światło i wysłużona cyfrówka. Stockowe eldorado to marzenie wielu fotografów, nie tylko amatorów. Na razie męczą się wytrwale przy ślubach i imprezach rodzinnych, z których w sezonie można całkiem nieźle żyć.(…)

biznesplan

Jedna myśl w temacie “Własna firma: Od dorabiania do biznesu

A Ty co o tym sądzisz?

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s